Aktualności


Zajęcia artystyczne z dziećmi  [2010-01-21]

Gdy paroletnie dziecko sięga po ołówek i zaczyna rysować, a rodzice poczuwają się do obowiązku kupienia mu kredek, farb i pędzli, to w domu rozpoczyna się coś nowego — ktoś z domowników uprawia twórczość plastyczną.
Porozumienie z dzieckiem staje się głębsze, gdy potrafi ono opowiedzieć nam graficznymi słowami, co myśli o sobie, o nas i o świecie.
Dziecko gotowe jest mówić do otoczenia przez rysunki, byle tylko ta gawęda miała życzliwych, chętnych słuchaczy. Dzieci wyrażają swoje upodobania nieśmiało, ale i stanowczo, jeśli nie spotkają zachęty, to cofają się i milkną, ale na serdeczną zachętę odpowiadają pełnym zaufaniem. Dzieci bawią się razem z nami, np. sześcioletnia dziewczynka zapowiada, że dziś rysować będzie tylko śmieszki, a więc śmieszne koniki, śmiesznych narciarzy i śmieszne zebry, pięcioletni synek ofiarowuje matce prezent: "Patrz, zrobiłem dla ciebie taki brzydki rysunek, jak wy dorośli lubicie — jest czarny".
Dorośli, którzy sami nie rysują, znajdują jednak dużo radości obserwując, jak to czyni dziecko. A dziecko rysuje i mówi, bo i rysunek, i słowo są równorzędnym środkiem wyrazu, dwiema formami tego samego opowiadania.

Mamo, zobacz, jak narysowałem - czyli wyniki testu przeprowadzone w Poradni dla Rodziców i Dzieci, w których obserwowano kontakty matki i dzieci w czasie malowania.

Przedmiotem badań były dwie grupy matek i dzieci. Pierwsza obejmowała dzieci, które sprawiają trudności wychowawcze, druga — kontrolna, składała się z dzieci, które według opinii rodziców i wychowawczyń w przedszkolu trudności nie sprawiały.
Dzieci były w wieku czterech-siedmiu lat, badano kontakty uczuciowe dziecka i rodziców w czasie malowania, ale rodziców nie poinformowano o właściwym przedmiocie badań. Dzieci otrzymały farby i polecono im, by używając dziesięciu palców namalowały obrazek, ale tym razem nie obrazki budziły zainteresowanie psychologa. Obserwowano najdokładniej spojrzenia, słowa i uśmiechy, które przelatywały od dziecka do matki i od matki do dziecka.

Okazało się, że trudne dzieci miały matki mało czułe, nie zachęcały one do pracy, nie dodawały odwagi i nie chwaliły wyników. Skąpiły własnym, małym jeszcze dzieciom, uśmiechu i serdecznego słowa. Umiały mówić tylko:
— Ty nie patrz na mnie, bo mamusia ci nie pomoże.
— Malujesz i nie wiesz? - To ma być auto ?

W grupie kontrolnej, to znaczy tych dzieci, które nie sprawiały trudności wychowawczych, zanotowano wiele spojrzeń porozumiewawczych i uśmiechów.

Iwonka — 5 lat
Po otrzymaniu kartonu i wskazówek przed malowaniem Iwonka zastanawia się, zerkając co pewien czas na matkę. Matka dziewczynki, widząc, że dziecko nie rozpoczyna malowania, pyta: Co namalujesz ?, na co Iwonka odpowiada jednym słowem: Lokomotywę.
Po uzyskaniu odpowiedzi dziecka na twarzy matki pojawił się uśmiech. Dziewczynka uważając malowanie za skończone oznajmia: Mama, już namalowałam, a słysząc odpowiedź matki: To jeszcze coś namaluj, mówi głośno: Kwiatuszki namaluję. Skończywszy malować, uśmiechając się spojrzała na matkę, na co matka odpowiedziała także uśmiechem.

Piotruś 5 lat i matka
Matka — spojrzenie.
Dziecko — spojrzenie i uśmiech zobacz!
Matka — spojrzenie, uśmiech świetne malowanie, wszystkie kolory chcesz wykorzystać, maluj jeszcze.

Dziecko — spojrzenie. Matka — spojrzenie weż teraz to. Dziecko — spojrzenie teraz niebieski. Matka — spojrzenie co będzie niebieskie? Dziecko — spojrzenie światło.
To wszystko bardzo zwyczajne i proste, trzeba tylko pamiętać, że Iwonka, Piotruś i inne dzieci, których matki były tak miłe i czułe w czasie malowania, nie sprawiały trudności wychowawczych. Oczywiście nie chodzi o samo malowanie.

Dla rodziców jest zawsze interesujące, jak mają pomagać dziecku, by jego rozwój artystyczny przebiegał jak najlepiej. Wszystkim dzieciom należy życzyć dobrych nauczycieli. Oprócz wielu moralnych i umysłowych zalet oraz umiejętności uczenia, których oczekujemy od wszystkich pedagogów, nauczyciel, który prowadzi wychowanie plastyczne, powinien mieć głęboką kulturę artystyczną, tylko taki bowiem człowiek może pewnie i delikatnie zarazem wprowadzać dzieci w sprawy sztuki.

Jakie jest zadanie rodziców, którzy mają wiele uczucia dla dzieci i dużo dobrej woli, ale nie mogą mieć specjalnego wykształcenia pedagogicznego?
Jedynie logiczna byłaby odpowiedź, że nie powinni dzieci niczego w dziedzinie sztuki uczyć.
Mają natomiast możliwości i nawet obowiązek starania się, by twórczość plastyczna dziecka mogła się wyrażać jak najpełniej. Powinni więc stwarzać dzieciom sprzyjające warunki, a przede wszystkim wytworzyć atmosferę życzliwości dla ich działania. I to jest najważniejsze.
Ale równocześnie bardzo słuszne jest zainteresowanie rodziców, jak współcześni nauczyciele pojmują kształcenie artystyczne dzieci.
Wśród pedagogów ciągle jeszcze trwa dyskusja, jakim zjawiskiem jest działalność plastyczna dzieci. Najdłużej rozpowszechniony był pogląd, że rysunki dziecka są to po prostu nieudolne bazgroły bez żadnej wartości estetycznej i gdy tylko dziecko staje się zdolne do przyjmowania wskazówek nauczyciela, trzeba je uczyć rysunku.

Rysunek przygotowuje do pisania

Często głównym celem tej nauki było usprawnienie ręki przed rozpoczęciem pisania, zalecano więc szereg ćwiczeń technicznych raczej niż artystycznych, które nie miały nic pokrewnego z osobistym, spontanicznym rysunkiem dziecka. Układano więc rączkę do prawidłowego trzymania ołówka i wdrażano do właściwego posługiwania się tym narzędziem przez kreślenie różnych kółek i linii prostych, a także wypełnianie kolorem gotowych figur geometrycznych.
Nie ulega wątpliwości, że rysunek i malarstwo są bardzo dobrym przygotowaniem do pisania, ale mają one wartości odrębne i ważne, z których nie można rezygnować, sprowadzając rzecz jedynie do sprawności ręki. Nawet jako ćwiczenie wstępne do pisania powinny być traktowane szerzej. Mahatma Gandhi wyrażał ubolewanie, że w dzieciństwie nie mógł rysować: "Jestem obecnie tego zdania, że zanim dzieci zaczną uczyć się pisać, powinny się nauczyć rysować. Niech dziecko nauczy się odróżniać kształt liter, podobnie jak uczy się odróżniania odmiennych kształtów różnych przedmiotów, jak kwiaty, ptaki itp., a sztuki pisania niech uczy się dopiero potem, kiedy zdobyło umiejętności rysowania przedmiotów. Dopiero wtedy będzie w stanie pisać znakomicie wyćwiczoną ręką."

Trudna nauka rysunku

Nauczyciele dawniejszej szkoły usiłowali jak najszybciej nauczyć dziecko poprawnego rysunku. Metodą powszechnie stosowaną było kopiowanie wzorów, od bardzo łatwych do trudniejszych, a pracę samodzielną dziecko rozpoczynało od rysowania pojedynczych modeli — liści, owoców, sprzętów, brył geometrycznych. Ludzi i zwierzęta, to znaczy modele najbardziej skomplikowane, dawano do rysowania dzieciom starszym, już zaawansowanym w rysunku, przy czym portret rozpoczynano od głów gipsowych, a dla ułatwienia szkiców postaci człowieka były stosowane różne schematy i uproszczone modele. Postacie ludzi i zwierząt sprowadzano również do uproszczonych figur geometrycznych, które dzieci musiały poznawać przed przystąpieniem do rysowania. Celem nauki było przedstawienie modelu, poprawne w proporcjach i światłocieniach.
Metody te nie brały pod uwagę naturalnych upodobań dzieci i ich sposobu myślenia, nie mogły więc pobudzać dostatecznie zainteresowań dzieci, a tym bardziej skłaniać ich do otwarcia się poprzez działanie graficzne. Stopniowanie trudności dostosowane było też do pojęć dorosłych ludzi, jak wiemy bowiem, dzieci z całą swobodą przedstawiają ludzi, i to całe grupy ludzi w ruchu, a trudności widzą czasem właśnie w rysowaniu przedmiotów.
Nauczyciele nowej szkoły, twierdzili, że nawet bardzo małe dziecko już jest zdolne na swój sposób wypowiadać się w rysunku i malarstwie. Rozpowszechniło się wtedy określenie dziecięcy rysunek spontaniczny.

Dziecięcy rysunek spontaniczny

Według tej teorii zadaniem wychowawcy jest rozbudzenie wyobraźni dziecka i jego wrażliwości na kształty i barwy tak w naturze, jak i na obrazie. W bezpośredniej pracy z dziećmi do obowiązków wychowawcy należy zorganizowanie działania plastycznego od strony technicznej i nauczania dzieci, jak mają posługiwać się materiałem i narzędziami. Gdy dzieci pracują, wychowawca powinien powstrzymać się od wszelkich uwag i wskazówek, z wyjątkiem słów zachęty, a być tylko technicznym doradcą i pomocnikiem. Tak rozumiany układ: dzieci — wychowawca nazwano żartobliwie "teorią temperowania ołówków", gdyż do tej czynności jakoby sprowadzona została rola nauczyciela.
Entuzjaści spontanicznego rysunku dziecka nie doceniali na ogół roli dobrego przewodnika i nauczyciela, a co dziwniejsze, że właśnie najlepsi nauczyciele-plastycy, którzy głęboką kulturę artystyczną łączyli z talentem pedagogicznym, nie wiedzieli, skąd biorą się doskonałe wyniki ich pracy z dziećmi i zapewniali wielokrotnie, że oni niczego zupełnie dzieci nie uczą.
Mimo pewnego przeceniania możliwości artystycznych każdego dziecka prąd ten dał wiele nowych i trwałych wartości, specjalnie w wychowaniu plastycznym młodszych dzieci.
Wychowawcy nie chcą skłaniać dziecka, by zaczęło rysować jak dorosły człowiek, widzą w graficznym działaniu dzieci zabawę, która kształci. Nie żądają, by dzieci zmieniły swe dziecięce rysunki na prace dorosłych ludzi, bo nie można oczekiwać, by przestały być małymi dziećmi i zaczęły nagle na świat patrzeć dojrzałym spojrzeniem. Każde stanowcze żądanie nauczyciela może tylko przynieść szkodę twórczości dzieci, jeżeli utracą wiarę we własne siły i będą się starały malować i rysować tak, jak zaleca ojciec, matka, nauczycielka, a nie jak same chcą i umieją. Gdy załamie się jednolita, naturalna linia rozwoju, to dziecko przestanie pracować szczerze i z zapałem, a nie osiągnie przy tym umiejętności pracy na wzór dorosłych. Jego twórczość przestanie być również źródłem wiadomości o małym autorze dla psychologów, psychiatrów dziecięcych, nauczycieli, wychowawców, a przede wszystkim dla rodziców, którym dziecko jest najbliższe.

Czy pozwolić na kopiowanie ?

Czy dzieci powinny przerysowywać obrazki, pocztówki, ilustracje ? Zależy to od wartości obrazków, które przerysowują. Każda kopia jest powtórzeniem, sprawa więc zależy od tego, czy rzecz zasługuje na powtarzanie, a więc w pewnej mierze na przyswojenie sobie przez dziecko. Nie warto powtarzać tego, co banalne i liche, ale bliższe obcowanie, jakim jest wykonanie kopii, z rzeczami artystycznie dobrymi może przynieść pożytek.
Dojrzałe dzieło sztuki jest często zbyt dalekie dla młodego umysłu. Jeśli dziecko po obejrzeniu dobrych obrazów lub rysunków będzie chciało to samo przedstawić na swym obrazku, to dążenie jego jest zdrowe i trzeba mu pozwolić, ale bez żądania, by jego obrazek był wierną, choć w małym stopniu, kopią oryginału.

Własny rysunek dziecka, pomysł i twórcza praca mają wartość największą, ale obrazy mogą być takim samym bodźcem do malowania jak żywi ludzie i rzeczywiste przedmioty. "Kopiowanie", a więc malowanie pod wpływem inspiracji dobrych obrazów i ilustracji, jest pożytecznym zajęciem, byle nie zmuszać dziecka do ścisłej wierności, ale przerysowywanie marnych artystycznie wzorów może okazać się stratą czasu.
Niektórzy ludzie mają poważne wątpliwości, czy twórczość plastyczna dzieci jest rzeczywiście sprawą istotną w wychowaniu.
Można wychować mądre dziecko bez wnikania w trudne zagadnienia sztuki, ale lepiej przecież, gdy zainteresowania dzieci są pełniejsze i bogatsze. Szkoda, gdy zabraknie radości, które tak ubarwiają dzieciństwo.
Od rodziców i wychowawców zależy, czego dzieci się nauczą, z jakim wyposażeniem wejdą do szkoły i w życie.

Wnioski na koniec

W jednej ze szkół podstawowych była żywa praca wychowawcza w świetlicy szkolnej. Dzieci rysowały, malowały, lepiły, otrzymywały rozmaite materiały i narzędzia do pracy artystycznej w różnych technikach i jak łatwo się domyślić, bardzo lubiły te zajęcia świetlicowe. W połowie roku szkolnego do świetlicy dołączono dzieci z innej szkoły, które wcale takiego przygotowania nie miały.
Już przy pierwszych wspólnych zajęciach można było stwierdzić wielką różnicę między dziećmi "nowymi" a dawnymi bywalcami świetlicy. "Dawne" dzieci przyjmowały każde nowe zadanie z wielkim zaciekawieniem i natychmiast zabierały się do roboty. Były swobodne, były ruchliwe, pracowały wesoło, radośnie. Dzieci, które dopiero przybyły, reagowały na nowe zadania strachem, wiele z nich nie próbowało nawet rozpocząć pracy, mówiły, że nie umieją, niektóre płakały. Trzeba było wielu słów zachęty i usilnych starań, by zachęcić do wspólnej zabawy.


Zobacz pozostałe aktualności


Skomentuj

Galeria rysunków - najnowsze

Najnowsze opowiadania


Kontakt

Gulanty
pomoc@gulanty.pl

2